2010_03 Magazyn SzachistaStrona: 2/2 (496 słów w tym tekście) (1469 ) 
Od redakcji
Listy rankingowe, wydawane są teraz co dwa miesiące, więc nie mogą przynosić zbyt wielu zmian. Niemniej jednak Magnus Carlsen umocnił się na I miejscu i przeskoczył nawet nieaktywnego Kasparowa. Drugą ciekawostką jest pogoń Hinduski Humpy Koneru, za niedościgłą od wielu lat Judit Polgar. Polacy i Polki nadal nie błyszczą. Nasz najlepszy gracz Radosław Wojtaszek, który klasą gry wyraźnie przewyższa krajowych rywali, po raz pierwszy wykazał to na liście rankingowej. Ale jego 72 lokata i 84 Krasenkowa, potwierdzają naszą niską pozycję w skali światowej. Nieznacznie lepiej jest wśród zawodniczek, gdzie na pozycję liderki wróciła Monika Soćko. Jednakże jej zaledwie 37 pozycja i 41 Iwety Rajlich nie podnoszą nas na duchu. Pozostali czołowi zawodnicy i zawodniczki ponieśli niewielkie straty rankingowe, ale od liczącego się obecnie rankingu 2700 p. dzieli ich przepaść.
Turniej w Wijk aan Zee, tradycyjnie rozegrany we wspaniałej obsadzie przyniósł triumf Magnusowi Carlsenowi, który kolekcjonuje pierwsze nagrody. Wyprzedził Szirowa i Kramnika o pół punktu. Dla Szirowa był to wielki sukces, na który mógł już liczyć po wygraniu pierwszych pięciu partii. Powinien zresztą dzielić I-II miejsca, gdyż w ostatniej rundzie zgodził się na remis w wygranej pozycji. Kramnik był jedynym, który pokonał Carlsena, ale zarazem poległ w pojedynku z Anandem i to w ulubionej obronie rosyjskiej. W turnieju Corusa pojawiły się nowe talenty. Grupę „B” wygrał 15-letni Anish Giri, który w przyszłym roku powalczy z elitą światową. Grupę „C” wygrał Chińczyk Li Chao, kolejny świetny gracz tego wielkiego kraju. Niestety Polaków do tego turnieju nikt nie zaprasza. Tylko trzykrotnie, i to w 72 turniejach, grali reprezentanci Polski - Zbigniew Doda był 8 w 1969 roku, Adam Kuligowski - 13 w 1983 roku oraz Michał Krasenkow - 13 w 2003 roku. Cóż, marzenia naszych graczy ograniczają się do startów w Cappelli la Grande lub w średniej klasy openach w republikach powstałych po dawnej Jugosławii.
Drużynowe mistrzostwa świata nie przyniosły niespodzianek. Triumfował zespół Rosji, przed USA i Indiami, ale przebieg turnieju pokazał, że z każdym rokiem zmniejszają się różnicę pomiędzy poziomami gry poszczególnych ekip. Rosja przegrała z Grecją 1,5-2,5, a z kolei, w tym samym stosunku, Grecja uległa Egiptowi, a Izrael - młodej drużynie tureckiej. Znakomicie zaprezentowali się w Turcji Hikaru Nakamura i Nikita Witiugow, którego w swoim czasie tak łatwo ogrywał Radosław Wojatszek.
Jacek Bielczyk przypomina sukces Pawła Czarnoty, jednego z naszych licznych championów do 18 lat, którzy z różnych przyczyn nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Ich rywale osiągnęli znacznie więcej, mając gorsze czy trudniejsze warunki rozwoju. Jednakże przewyższali naszych graczy determinacją w dążeniu do wytyczonego celu.
Andrzej Filipowicz
Redaktor Naczelny |